BYĆ ATRAKCYJNĄ, CZYLI JAKĄ?

Atrakcyjni ludzie mają w życiu łatwiej – to prawda. Nie dzieje się tak jednak z powodu magii, a wykonanej nad sobą pracy. Dziś chciałabym poruszyć temat tego, jak być atrakcyjną i dzięki temu czerpać z życia więcej.

Wyobraź sobie atrakcyjną kobietę. Każda z nas zapewne zobaczy w głowie kogoś innego – jedna gwiazdę z Instagrama, inna koleżankę, od której bije aura atrakcyjności, kolejna – piękną, dojrzałą kobietę, której słuchała podczas prelekcji na której ostatnio była. A czy któraś z Was zobaczyła siebie?

Uważanie się za atrakcyjną to nie grzech!
Zapewne nie, bo w naszej kulturze bardzo mocno zakorzeniona jest postawa, w której chwalenie siebie równoznaczne jest z egoizmem. Jednak prawdziwe poczucie atrakcyjności nie ma w sobie nic z pychy. To mit. Dlaczego? Ponieważ prawdziwie atrakcyjne osoby nie czerpią poczucia własnej wartości z innych, a ze swoich zasobów. To, że dzięki temu wchodzą w relacje z równymi sobie partnerami, czy to na poziomie intymnym, biznesowym, czy w przyjaźni, jest tylko dodatkiem do ich wewnętrznej siły.

Jak ją w sobie wzbudzić? Sposób jest tylko jeden i polega na pracy z samą sobą. Prawdziwa atrakcyjność bierze się bowiem z wnętrza, choć dotarcie do punktu, gdzie zaczniemy pracować nad pięknym wnętrzem, może zacząć się w zupełnie innym miejscu.

W tym miejscu powinnam podać magiczną receptę na atrakcyjność, jednak nie odkryję Ameryki mówiąc po prostu – zrób coś dla siebie kobieto. Idź na masaż, spotkaj się z przyjaciółką. Kup sobie coś, o czym marzyłaś i nie żałuj, ciesz się tym


Przestań być ostatnią osobą, o którą dbasz
Moje pacjentki początkowo często boją się zainwestować w siebie, bo wciąż myślą o innych. Założę się, że wiele z Was, dba o innych bardziej niż o siebie, wyczerpując przy tym własne zasoby. To bardzo groźny stan, ponieważ pokłady naszego dobra są tak duże, jak to, co dajemy sobie samym. Sama stosuję w tym wypadku analogię do przepisów lotniczych. Zapewne każda z Was wie, że maskę tlenową zakładamy najpierw sobie, a dopiero później dziecku, czy innym osobom, które potrzebują naszej pomocy. I tak właśnie postępuję też w życiu.

Jest dla mnie przerażające, jak mało z nas dba o siebie świadomie i stawia siebie na pierwszym miejscu. Najpierw zaspokajamy potrzeby męża, dzieci, rodziców, przyjaciół, a o samych sobie zapominamy. Podarowanie sobie prezentu to jednak najlepsze, co możemy zrobić dla swoich bliskich, ponieważ dzięki temu nasze zasoby rosną.

Dbanie o swoją atrakcyjność można rozpocząć na przykład w moim gabinecie. Często obserwuję, że kobiety, które zaczynają pracę ze mną, są aż zażenowane tym, że zrobiły tyle dla siebie. Nie czują ze zasłużyły. Na szczęście, stan ten mija szybko, kiedy zaczynają widzieć efekty pracy ze sobą. Często rozpoczyna się od zwykłego masażu, a kończy na wielkiej przemianie.


Metoda małych kroczków
Jak masaż może wpłynąć na naszą atrakcyjność? Bardziej, niż jesteście w stanie sobie wyobrazić. W moim gabinecie, gdy zajmujemy się oleoterapią, trwa uczta dla skóry, która przekłada się na ucztę duchową. Moja praca to służba kobietom, dlatego zawsze staram się, aby z gabinetu wyszły nie tylko zadbane, ale i emocjonalnie dopieszczone. Cudowne oleje marki Decleor, których szukałam naprawdę długo, są wspaniałym narzędziem do tego, aby odżywić i skórę i ducha.

Nie chcę Wam jednak powiedzieć, że wyjście na masaż spowoduje, że nagle staniecie się atrakcyjne i świat legnie u Waszych stóp, bo wypracowanie prawdziwej i autentycznej postawy to ciężka praca. Nie, nie ma magii i drogi na skróty. Jak wszystko w życiu, także i to wymaga pracy.

Wygląd zewnętrzny pomaga nam odzyskać zasoby pewności siebie, jednak to my musimy dalej pracować nad tym, aby poczuć się naprawdę atrakcyjnie. Ubranie, na które „mamy ochotę”, troskliwe pielęgnowanie siebie, dobroć, mogą nie wystarczyć, jeśli jesteśmy „emocjonalnie nieładne”.

Podczas sesji holistycznych poznaję setki, jeśli nie już tysiące kobiecych historii. Jest w nich niejednokrotnie wiele cierpienia, splątania, braku wiary w sprawstwo w swoim życiu. Chciałabym w tym miejscu opowiedzieć historię Anny.



Do pewnego momentu, dziś 30-letnia kobieta, była panią swojego życia. Pewna siebie, atrakcyjna, była w stanie pokonać wszystko. Było w niej jednak uczucie pustki, które od czasu do czasu się w niej odzywało.
Wydawało jej się, że wypełni je nowy partner. Był dla niej niezwykle atrakcyjny, imponował jej. Zmieniła dla niego całe swoje życie. Pracę dziennikarki, którą kochała, zamieniła etat w korporacji od 8 do 16. Sport, który kochała – porzuciła, bo przecież czas z ukochanym jest ważniejszy. Tak drogie bezpieczeństwo finansowe zastąpiła ryzykiem.
Była tak w nim zakochana, że oddawała mu po kawałku siebie. Dbała, bo przecież kochała, a miłość to poświęcenie. Przyszły wielkie decyzje – dom, dziecko. Wiedziała, że poświęca się w imię wyższej sprawy.
Spotkałam ją w najczarniejszym momencie jej życia. Partner, który miał być remedium na uczucie pustki, porzucił ją, choć mieli już wspólne dziecko. Nie pamiętam, jak do mnie trafiła, chyba za sprawą przyjaciółek. Sama nie wydałaby na siebie ani grosza zajęta pogrążaniem się w rozpaczy.

Podczas masażu olejem z magnolii (tak, pamiętam że była to magnolia, bo pasowała do jej delikatnej urody), rozbiłyśmy przyczyny rozwodu na części pierwsze. Jej wielkie oczy otwierały się coraz szerzej, kiedy uświadamiała sobie, że oddając siebie, nie dbając o siebie, straciła swoją atrakcyjność. Siłę, która pozwalała jej być w miejscu, w którym chciała.

Anna bardzo dobrze zrozumiała, gdzie tkwiło sedno jej atrakcyjności. Zaczęła znów o siebie dbać, wróciła do ukochanego biegania. Zrozumiała, że nikt poza nią nie da jej szczęścia. Pracowałyśmy wielokrotnie nad jej czakrą splotu słonecznego. Początkowo wyrzucanie złej energii było dla niej mozolną pracą, ale opanowała to do perfekcji. Żółty na stałe zagościł w jej garderobie, wyrzuciła rozciągnięte szare swetry, pod którymi chciała się ukryć.

Wróciła do pracy z nową motywacją. Śmiało powiem, że harowała jak wół, ale nie zapominała o sobie. Traktowała się z troską, dobrocią i życzliwością. Dbała przede wszystkim o jedyną osobę, z którą spędzi na pewno całe życie – o siebie. Szybko wróciły zasoby energii, które pozwoliły jej dbać o swojego małego synka tak, że naprawdę trudno mi powiedzieć, czy znam szczęśliwsze dziecko niż Antoś.

Ona stawała się coraz atrakcyjniejsza w swoich oczach. Sukcesy przyszły szybko, była bardzo zdolna. Klienci lgnęli do niej, chcieli z nią pracować. Były partner chce wrócić do domu, ale póki co trzyma go na dystans. A wszystko zaczęło się od tego, że kupka nieszczęścia trafiła do mojego gabinetu.

Opowiadam Wam jej historię, bo mnie o to prosiła. Podczas jednego ze spotkań stwierdziła: „Magda, napisz koniecznie kobietom o tym, że nie mogą zapominać o sobie. Że są ważne, najważniejsze! Powiedz im, że nie mają być głupie jak ja, może kogoś to uratuje przed tym, co mnie spotkało”.


Dlatego też, zostawiam Was z tym przesłaniem – bądźcie dla siebie dobre, a inni też będą. Czujcie się atrakcyjne, a atrakcyjni ludzie będą chcieli być z Wami.



Magda


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze