Przejdź do głównej zawartości

Przepisy kontra człowiek


Dziś nie będzie wspominek tylko sprawy bieżące, aktualne. Dlaczego? Ponieważ są pewne tematy, które trzeba nagłaśniać, bo albo nikt nie pomoże, tylko gada o nich bzdury albo odsyła od instytucji do instytucji, tak jak to jest w przypadku urzędów czy służby zdrowia. 
O bezrobociu słów kilka…
Co do mojego bezrobocia to już wiem na pewno, że PUP ma w ofercie pokrycie kosztów studiów, ale tylko podyplomowych. Ale posiada też to, co mnie obecnie najbardziej interesuje - kursy indywidualne. Z tych szkoleń może skorzystać każdy, kto po upływie trzech miesięcy od ich ukończenia zadeklaruje chęć rozpoczęcia działalności. W przypadku osób starających się o etat - taką deklarację składa pracodawca. 

Można też otrzymać dotację i teraz uwaga, w Poznaniu poinformowano mnie, że nie można z niej skorzystać, jeśli już raz ją otrzymano, a w moim rodzinnym mieście zaoferowali mi tę pomoc, jeśli moja działalność miała więcej, niż pięć lat. Co kraj to obyczaj, także warto próbować i pytać wszędzie. 

Postanowiłam przerejestrować się z poznańskiego urzędu pracy do mojego rodzinnego. Dlaczego? Aby dowiedzieć się więcej. Z racji tego, że nie mam nigdzie stałego meldunku, bez problemu mogę to wykonać. Poza tym urząd w moim rodzinnym mieście jest mniejszy i wszystko można załatwić o wiele prościej i szybciej. I jakieś sympatyczniejsze są te panie, takie mam wrażenie :). 
Napiszę Wam w przyszłych postach, co udało mi się w tym temacie załatwić. Póki co cenna informacja jest jeszcze też taka, że w przypadku osób, które otrzymały już raz dotację z urzędu pracy (czyli takich jak ja), mogą też ubiegać się o pożyczkę z urzędu (która na dzień dzisiejszy wynosi 50 000 zł), ale dopiero po upływie roku kadencji od zamknięcia działalności. Tak mnie przynajmniej poinformowano. 

Medycyna alternatywna kontra skostniałe przepisy

A co z moim holistycznym działaniem? Nie, nie, nie… nie zapomniałam o moim holistic lifestyle. W każdy weekend spędzam czas będąc w kontakcie z naturą, medytując, ćwicząc uważność. Tylko zapominam ciągle o tym, będąc w lesie, żeby przytulić się do drzew. Zawsze mi o tym przypominacie, jak tylko wrzucę na moim Fb jakieś zdjęcie z lasu ;). Polubiłam te moje wyprawy, przynajmniej nie myślę o głupotach. 




Pozostając w tematach roślinno-leśnych… Wpadła mi ostatnio w ręce książka Doroty Mirskiej „Cała prawda o leczeniu marihuaną” klik. Książka powstała przy współpracy z lekarzem pediatrą i neurologiem dziecięcym Markiem Bachańskim. Jest to lekarz, który jako jedyny w Polsce zaczął stosować preparaty z konopii w terapii dzieci z padaczkami opornymi na leki. Jedyny, który miał odwagę powiedzieć NIE biurokratom i wbrew ich decyzjom zaczął ratować małych pacjentów. Niestety - został za to zwolniony z pracy ze szpitala. Więcej o tych doktorze możecie obejrzeć w reportażu przygotowanym przez program „Uwaga” tutaj




Wracając do książki, która tak bardzo mnie ostatnio pochłonęła i wiele wyjaśniła - polecam ją każdemu, kto chce zagłębić się w ten temat. Mnie on do tej pory w ogóle nie interesował. Do czasu. Pamiętacie mojego kolegę, Krzyśka, o którym pisałam w ostatnim wpisie? Krzysiek jest chory na glejaka od siedmiu lat. Walczy z tą chorobą stosując jednocześnie zalecenia z medycyny konwencjonalnej, ale i medycyny alternatywnej. To właśnie po rozmowach z nim zaczęłam czytać i szukać informacji o nietypowych sposobach leczenia. 

To co chcę od razu podkreślić - bardzo ważne jest zrozumienie tematu, różnicy między zwykłym paleniem marihuany, a faktycznym leczniczym działaniem konopii. Bardzo mądrze tłumaczy to dr Zięba tutaj. Koniecznie posłuchajcie. 

Jestem póki co na początku drogi z tym tematem i nie mam zamiaru zaprzestać zagłębiać się w niego. Wyobraźcie sobie, że w chwili ataku padaczki u dziecka, u którego nie działają już żadne leki, po wstrzyknięciu jednej dawki oleju z konopii efekt następuje niemal natychmiast? Nie rozumiem dlaczego produkt ten nie jest legalny skoro leczy? Przecież morfina też jest substancją narkotyczną, a jest to jedyny na dzień dzisiejszy lek, dzięki któremu pacjenta nic nie boli! O co zatem chodzi z tą marihuaną? Nie wiem, ale będę nadal badać wnikliwie ten temat. Także możecie liczyć na to, że pewnie się jeszcze tutaj pojawi.

Tymczasem zmykam do swojego holistic life. A jutro znów wyjeżdżam na łono natury. Zobaczę, czy aby nie widać pierwszych oznaków wiosny :) I zapiszę sobie, by tym razem przytulić się do drzew.

Dużo słońca Wam życzę kochani!



Magda

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Porządki w szafie, czyli 5 zasad modowych szczęśliwej kobiety!

Nie wiem czy zauważyliście, ale przeszłam stopniową metamorfozę. Jeszcze dwa lata temu wystarczyły mi czarne dżinsy, t-shirt i potargane, krótkie włosy. Dziś jest inaczej. Jak zmienia się image to znaczy, że zmienia się wszystko. I odwrotnie - chcemy poprawić nasz wygląd, by dokonać życiowej rewolucji. Podobnie z włosami. Jak kobieta pragnie nowej fryzury - to znaczy, że coś się dzieje w jej życiu. Też tak kiedyś miałam, ale ostatnio cierpliwie czekam, aż powróci mój naturalny kolor. Dlatego jeśli coś zmieniam - to w swojej szafie.
Nasze przyzwyczajenia, jakiekolwiek, jeżeli nagle zastąpimy czymś nowym, to będą wzbudzać zdziwienie u innych. Najgorzej jednak jak ktoś się zamknie w swoich schematach i nie jest w stanie z nich wyjść, bo ludzie, bo presja, bo ktoś oceni, bo coś tam jeszcze innego… zupełnie niepotrzebnie. Jeśli czujemy, że coś idzie w złym kierunku - zawróćmy. Chyba, że ktoś nie czuje potrzeby zmian. Wtedy to inna sprawa.

A ja uwielbiam się zmieniać! Ostatnio w mojej gardero…

Nie - zwykła pokrzywa i jej lecznicza moc.

Epidemia koronowirusa doprowadziła do tego, że w ciągu jednego dnia straciłam pracę i tym samym   wylądowałam na wsi. Jedyny plus tej całej sytuacji. Dzięki temu, że mam teraz  więcej czasu i  codzienne uprawiam  spacery zaczęłam znów zaprzyjaźniać się z lasem, znów zaczęłam być bliżej natury. Wszystko zaczęło się od porannego treningu z nordic walking kiedy podczas medytacji nad jeziorem natrafiłam na piękny żółty chwast, który później okazał się podbiałem. W południe piłam już z niego pyszny napar a następnego dnia poszłam na wyprawę w poszukiwaniu pokrzywy. Pamiętam jak kilka lat temu na wielkiej łące w środku lasu nazbierałyśmy z teściową  pełne koszyki, ale jakoś wtedy nie czułam jej aż tak energetycznie jak teraz. Musiałam przejść jakiś proces:) Nazbierałam jej pełen koszyk, zrobiłam z niej nalewkę, której efekty będą za miesiąc, sok, syrop, koktajle i susz.  Jak macie możliwości to biegnijcie i zbierajcie, bo teraz jest najlepsza. 
KILKA SŁÓW O POKRZYWIE
Pokrzywa to roślina lubią…

Holistyczne pomysły na prezenty świąteczne oraz krótkie rozważania na temat Świąt.

Moje rodzinne święta miały od lat ten sam schemat. Na stole królowała tradycja, 12 potraw, a sam stół zawsze był idealnie dopracowany. Nie było zwyczaju śpiewania kolęd. Kolacja rozpoczynała się wraz z zapaleniem pierwszej gwiazdy i ani minuty później. Po dwóch godzinach było już idealnie wysprzątane, jak u perfekcyjnej pani domu. Tradycyjna była też choinka, od kilkunastu lat taka sama i nigdy prawdziwa. W święta zawsze odwiedzałam też dom rodzinny, bo uważałam, że ta tradycja jest dla mnie najważniejsza. Rodzina to jedna z moich największych wartości.  Aktualne święta będą u mnie inne niż zawsze. Zamiast zielonego drzewka będzie eco choinka, czyli uzbierane gałęzie z lasu, na których zawisną dekoracje własnej produkcji. 




Potrawy także zmodyfikuję, nie będą do końca tradycyjne, raczej planuję własną inwencję twórczą. Uwielbiam kuchnię indyjską, więc na pewno jej nie zabraknie na moim świątecznym stole. Mam bowiem nadrzędny plan. Chcę, by te święta były nastawione na doświadczanie chwil…