Przejdź do głównej zawartości

Co ma wspólnego rak i bowling?

Po odejściu z fundacji powiedziałam sobie, że nigdy więcej nie chcę mieć nic wspólnego z nowotworami. Wmówiłam sobie, że jak tylko wpuściłam do swojego życia ten temat - to zaczęło go być więcej. Wiecie, sama się nakręcałam, że to moja wina…

Ale od początku. 

Moja historia z rakiem zaczęła się od wykrycia guzka w lewej piersi podczas kąpieli. Przysięgam, że ten temat był mi wcześniej zupełnie obcy. Na pierwszej wizycie doktor Niecewicz narobił mi niezłego stracha informując o tym, że może to być to, co najgorsze. A potem ta cała batalia, żeby obalić tę hipotezę. Te badania, bieganina, kolejki… Wykonałam wówczas mammografię, biopsję cienkoigłową i usg. Historia zakończyła się na szczęście dobrze, ale od tamtej pory kontroluję sytuację i regularnie się badam. A Wy, kiedy ostatni raz się badałyście?

Jak ta cała sprawa się wyciszyła postanowiłam zostać wolontariuszem i pomagać kobietom w podobnej sytuacji, w której i ja się znalazłam. Wszystkie kobiety, które poznawałam, były absolutnie cudowne. Stałam się jedną z nich. Z pojedynczych spotkań zrobiły się codzienne wizyty pełne pięknych, ale różnych emocji. W tamtym roku dziewczyny, które zakończyły leczenie po roku, zorganizowały spotkanie, na które zostałam zaproszona. Nazwały siebie wesołymi amazonkami. 

W międzyczasie zachorowała moja mama, ale tę historię już znacie. U mamy nie zdążyli zdiagnozować rodzaju raka, znany był tylko typ nowotworu. Po jej śmierci chciałam wykonać badania genetyczne, ale ostatecznie zrezygnowałam z tego pomysłu za namową doktora Dawida Murawy. Uznał, że nie ma takiej potrzeby.  Dla mnie to taki lekarz z fajną energią, chociaż wiecie - wtedy byłam u doktora na wizycie prywatnej :) Tu możecie go posłuchać klik

Temat nowotworów jest już teraz dla mnie normalny, oswoiłam się z nim. Teraz bardziej interesują mnie metody leczenia, szczególnie niekonwencjonalne wsparcia dla tych osób oraz fizjoterapia w chorobie nowotworowej. Wszystko to, co może pomóc tym osobom. 



Dlaczego Wam o tym piszę? Bo w niedzielę 11 lutego 2017 wybieram się na charytatywny turniej bowlingowy, który odbędzie się w siedzibie głównego organizatora - w klubie fitness Niku w Poznaniu klik Organizują go dla mojego kolegi Krzyśka, który choruje na glejaka. Pieniądze, które wpłacimy za turniej, będą przekazane w całości na jego leczenie kilk.
Historia Krzyśka jest niesamowita - przeczytajcie ją!

O turnieju dowiedziałam się od samego Krzyśka jak byłam odwiedzić jego i jego rodzinę w zeszłą niedzielę. Od razu pomyślałam - „muszę tam być”.

Koszt udziału drużyny w turnieju to jedyne 100 zł, a dowiedziałam się, że zgłosiło się (o ile dobrze zrozumiałam)… 15 drużyn. Ja też mam swoją :) Wprawdzie moja jest dość skromna (ja i mój jeden zawodnik), bo niestety nikt się do mnie nie zgłosił. Przykro mi ;) Jeśli ktoś chce dołączyć - zapraszam do bitwy. Drużyna musi mieć pięć osób. 

Plakat Niku


Oczywiście - wygrana w turnieju nie jest najważniejsza. Chodzi o samo bycie, o wsparcie, o pokazanie, że Krzysiek i jego rodzina nie są w tej sytuacji sami. Tym bardziej, jeżeli są to bliskie mi osoby. Jego żonę znam kilka lat, poznałyśmy się w osiedlowym sklepie i z miejsca się polubiłyśmy. Wiem, że jak człowiek w obliczu choroby jest zajęty, zaangażowany to chce mu się, czuje się potrzebny, nie myśli… Jeżeli ma wokół siebie fajnych ludzi to wszystko daje mu kopa. 

Pozytywne myślenie stawia na nogi…

PS
I tak zostałam z tymi rakami. Nie ucieknę od nich…a może to jest moja misja, by pomagać tym, którzy przez to przechodzą?

Magda

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Porządki w szafie, czyli 5 zasad modowych szczęśliwej kobiety!

Nie wiem czy zauważyliście, ale przeszłam stopniową metamorfozę. Jeszcze dwa lata temu wystarczyły mi czarne dżinsy, t-shirt i potargane, krótkie włosy. Dziś jest inaczej. Jak zmienia się image to znaczy, że zmienia się wszystko. I odwrotnie - chcemy poprawić nasz wygląd, by dokonać życiowej rewolucji. Podobnie z włosami. Jak kobieta pragnie nowej fryzury - to znaczy, że coś się dzieje w jej życiu. Też tak kiedyś miałam, ale ostatnio cierpliwie czekam, aż powróci mój naturalny kolor. Dlatego jeśli coś zmieniam - to w swojej szafie.
Nasze przyzwyczajenia, jakiekolwiek, jeżeli nagle zastąpimy czymś nowym, to będą wzbudzać zdziwienie u innych. Najgorzej jednak jak ktoś się zamknie w swoich schematach i nie jest w stanie z nich wyjść, bo ludzie, bo presja, bo ktoś oceni, bo coś tam jeszcze innego… zupełnie niepotrzebnie. Jeśli czujemy, że coś idzie w złym kierunku - zawróćmy. Chyba, że ktoś nie czuje potrzeby zmian. Wtedy to inna sprawa.

A ja uwielbiam się zmieniać! Ostatnio w mojej gardero…

Nie - zwykła pokrzywa i jej lecznicza moc.

Epidemia koronowirusa doprowadziła do tego, że w ciągu jednego dnia straciłam pracę i tym samym   wylądowałam na wsi. Jedyny plus tej całej sytuacji. Dzięki temu, że mam teraz  więcej czasu i  codzienne uprawiam  spacery zaczęłam znów zaprzyjaźniać się z lasem, znów zaczęłam być bliżej natury. Wszystko zaczęło się od porannego treningu z nordic walking kiedy podczas medytacji nad jeziorem natrafiłam na piękny żółty chwast, który później okazał się podbiałem. W południe piłam już z niego pyszny napar a następnego dnia poszłam na wyprawę w poszukiwaniu pokrzywy. Pamiętam jak kilka lat temu na wielkiej łące w środku lasu nazbierałyśmy z teściową  pełne koszyki, ale jakoś wtedy nie czułam jej aż tak energetycznie jak teraz. Musiałam przejść jakiś proces:) Nazbierałam jej pełen koszyk, zrobiłam z niej nalewkę, której efekty będą za miesiąc, sok, syrop, koktajle i susz.  Jak macie możliwości to biegnijcie i zbierajcie, bo teraz jest najlepsza. 
KILKA SŁÓW O POKRZYWIE
Pokrzywa to roślina lubią…

Holistyczne pomysły na prezenty świąteczne oraz krótkie rozważania na temat Świąt.

Moje rodzinne święta miały od lat ten sam schemat. Na stole królowała tradycja, 12 potraw, a sam stół zawsze był idealnie dopracowany. Nie było zwyczaju śpiewania kolęd. Kolacja rozpoczynała się wraz z zapaleniem pierwszej gwiazdy i ani minuty później. Po dwóch godzinach było już idealnie wysprzątane, jak u perfekcyjnej pani domu. Tradycyjna była też choinka, od kilkunastu lat taka sama i nigdy prawdziwa. W święta zawsze odwiedzałam też dom rodzinny, bo uważałam, że ta tradycja jest dla mnie najważniejsza. Rodzina to jedna z moich największych wartości.  Aktualne święta będą u mnie inne niż zawsze. Zamiast zielonego drzewka będzie eco choinka, czyli uzbierane gałęzie z lasu, na których zawisną dekoracje własnej produkcji. 




Potrawy także zmodyfikuję, nie będą do końca tradycyjne, raczej planuję własną inwencję twórczą. Uwielbiam kuchnię indyjską, więc na pewno jej nie zabraknie na moim świątecznym stole. Mam bowiem nadrzędny plan. Chcę, by te święta były nastawione na doświadczanie chwil…