Rzucam mięso, czyli moja historia o wegetarianizmie.

Trudno jest być wegetarianką, gdy ktoś z miłości podkłada ci pod nos kawałek szynki. Trudno być wegetarianką, kiedy osoba zamieszkująca Twój dom uwielbia schabowego. Trudno być wegetarianką w społeczeństwie, w którym prawdopodobnie większość stanowią mięsożercy. 

Ostatnio na spotkaniu z recyklingu poruszyłyśmy z dziewczynami temat wegetarianizmu. Zapytałam ich jak długo nie jedzą mięsa, od kiedy i dlaczego. Bardzo mnie ten temat ciekawi. Ja jestem wege stosunkowo krótko, w porównaniu do innych, znanych mi wegetarian. Jakie były moje początki?

Moja historia z wegetarianizmem zaczęła się od wsłuchania się we własne ciało. Wtedy odkryłam coś, co zaważyło na tym, że mięsa w mojej diecie już nie ma. Zauważyłam, że mój organizm nie toleruje mięsa. Nie wspomnę też o samych walorach estetycznych związanych ogólnie ze wszystkim, co mięsa dotyczy. Kiedyś ktoś mi powiedział, że tak mówię, bo nie jadłam dobrze przygotowanej wołowiny. A mnie już sama nazwa wołowina przyprawia o dreszcze, a co dopiero, gdybym miała ją zjeść. O nie, to nie dla mnie! Wiem, że ktoś może powiedzieć, że przesadzam, że wymyślam i że gdybym zaznała biedy, to bym wszystko zjadła. Zapewniam, że wiem, co to bieda, a wegetarianizm, jak się tak zastanowię, to może i nawet jest dla mnie bardziej ekonomiczny, niż dieta mięsożerców. 




Ale to nie jest tak, że pewnego dnia wstałam i stwierdziłam: od dziś nie jem mięsa i od tamtej pory trzymam się tego postanowienia. U mnie bywało różnie - raz byłam, raz nie byłam wege. To były etapy, bo w życiu przecież nic nie jest jest tylko czarne i białe. Nawet, jeśli wydaje Ci się, że już jesteś przekonana do swoich poglądów, to pojawia się coś w Twoim życiu, co zmienia perspektywę myślenia, np. rodzisz dziecko, i co? No właśnie - i tu pojawia się pytanie: dawać dziecku mięso, czy szykować dania wegetariańskie? W swoich wywiadach Maja Ostaszewska często podkreśla, że nigdy nie miała w ustach mięsa. Moja serdeczna znajoma również nie karmi nim od małego swojej córki. Wydaje mi się, a wręcz jestem tego pewna, że aby się stać prawdziwym wegetarianinem, trzeba mieć mocne fundamenty, aby się nim stać. Czyli przede wszystkim - być świadomym tego, co się robi i po co się to robi. Ja póki, co działam spontanicznie, ale jestem w tym momencie mojego życia w takim miejscu, że chciałabym ten wegetarianizm poukładać i zrobić jakiś sensowny plan żywieniowy. Póki co - nie mam kompletnie pomysłu, jak tego dokonać. Ostatnio nawet napisałam do jakiegoś dietetyka holistycznego na fb, ale to działanie okazało się totalną klapą. Kupowanie gotowca - to nie dla mnie. 

Jak już wspominałam - miałam różne etapy z niejedzeniem mięsa, wzloty i upadki, i znów powroty, i tak w kółko, aż w końcu jestem w miejscu, gdzie organizm odrzucił je całkowicie, nawet jajka mi już nie smakują. Najbardziej mój organizm trawi ciepłe posiłki w formie warzyw. I liczę, że już niebawem w mojej kuchni zagoszczą nowe, w pełni zbilansowane wegetariańskie posiłki. Dopasowane do mnie, a nie gotowce. 


Co do światopoglądowego wegetarianizmu, to jak najbardziej - skłaniam się ku dobru zwierząt. Nie jem zwierząt, bo je kocham. Przeczytałam ostatnio historię osoby prowadzącej  blog Hodowla Słów, w której bohaterka opowiada o wakacjach na wsi, że widzi kwiczącą świnię, itd. Ja też to pamiętam. Miałam może sześć lat, a obrazy są tak wyraźne, jak wtedy. Podwórko, latające kury bez głów, płacząca w niebogłosy świnia. A potem? Mieszanie kaszy z krwią i na siłę wmuszanie, bym tego spróbowała. Następnie wspólna celebracja i zachwyt nad tym, czego się dokonało. Takie były czasy na wsiach, gdzie rzeźnik był królem. Nie byłam świadoma, więc uczestniczyłam w tym i jadłam te wszystkie wyroby. Mam te obrazy mocno wyryte w mej pamięci, ale czy to przez nie jestem tu i teraz? Czy to one ukształtowały moje przekonania? O tym - nie mam pojęcia. 

Tak dla porównania - osoba, która kiedyś walczyła w obronie zwierząt łańcuchowych, dziś matka trójki dzieci, sama przyznaje, że przeraża ją fakt, że zwierzę samo biega, bo jest niebezpieczeństwem dla jej dzieci. Zmiana perspektywy…Do przemyślenia…Nie można oceniać, tylko robić swoje. Dziś jesteś królem, a jutro bawołem. 





4 komentarze:

  1. Jak czegoś nie lubię, to też nie jem:)
    Niestety jak nie zjem mięsa, to jestem głodna:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się zmuszać do niczego:) pozdrawiam Tara.

      Usuń
  2. Ja nie mogę nie jeść mięsa niestety ze względu na moją grupę krwi no i niedoczynność tarczycy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze