Może to jej urok, a może to jej chirurg.

Na studiach kosmetologicznych zawsze powtarzano nam, by nie wierzyć w kremy-cuda, bo one zwyczajnie nie istnieją. W grupach kosmetycznych na Facebooku  śmieją się z Ciebie, np. gdy zapytasz czy olej przenika przez skórę. No jak nie, jak tak! Przecież producenci zapewniają, pisząc o tym na opakowaniu. Znajoma blogerka wielokrotnie reklamowała preparaty przeciwzmarszczkowe, chociaż wiadomo, że dany produkt nie usuwa zmarszczki. Zmarszczka to blizna, której krem nie jest w stanie zniwelować. No ale przecież producent zapewnia, że jego krem wszystko może. Ja się mylę, a producent i blogerka mają rację. I już. Dlatego chyba nie cierpię sprzedaży, bo opiera się ona na tego typu mechanizmach. Na kursach masażu natomiast uczono mnie, że zmarszczkę spłyci masaż. A co na ten temat mówi medycyna estetyczna? Oczywiście twierdzi, że usunie ją całkowicie. Zwariować można od tego nadmiaru informacji.

Żyjemy w prędkich czasach, kiedy wszystko dzieje się szybko. Czego przykładem jest to, że kobiety chcą natychmiastowego efektu odmłodzenia, odchudzania, upiększania. Pewnie dlatego medycyna estetyczna nadal jest najbardziej opłacalnym biznesem na świecie. Śmieszne jest to, że dziewczyny dążą do tego, by wyglądać jak ich ulubiona aktorka, modelka czy celebrytka. Mają obraz ideału w głowie i za wszelką cenę chcą tak wyglądać. Ładują w siebie tony kwasu, a efektu tego, co chcą, nadal nie są dla nich widoczne. Skutek? Zamiast pięknej kobiety widzimy tylko jej karykaturę. I tu scenariusze są dwa - albo dana osoba idzie po rozum do głowy i zaczyna uważać na to, co robi, albo nadal przeistacza się w „botoksowego” potworka. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem zafascynowana cerą kobiet z Dalekiego Wschodu. Pewnie dlatego tak daleko mi do zrozumienia chęci podążania za kwasowo-botoksową modą. Bliżej mi do moich olei i maseczek, niż do skalpela. Jak myślicie, może powinnam zakupić książkę „Sekret urody Koreanek” :) ? 

Wielokrotnie słyszę, że moja cera jest ładna. Może to faktycznie od tych olei, a może przez własną miłość bezwarunkową ;)? A propos - właśnie ostatnio czytam książkę o tej tematyce pt. „Sekret bezwarunkowej miłości. 7 kroków do życia pełnego miłości”, autorki Marci Shimoff, tej, która napisała „Sekret Szczęścia”. I wiecie co? Przyznaję - za cholerę nie mogę jej skończyć. Mój terapeuta pewnie by zapytał: „ale co cię blokuje?”- na co pewnie bym wzruszyła ramionami myśląc w duchu „a gdybym to ja wiedziała” :). Może to DDA, a może to mój urok. 

Wracając jednak do tematyki urody. Podoba mi się teraz moja cera, chociaż w latach młodości walczyłam farmakologicznie z trądzikiem i jestem mega szczęśliwa, że nie został po nim żaden ślad. Lubię też swoje usta, dlatego czasami rzucę na nie jakiś róż lub krwistą czerwień. To jednak prawda, że trzeba pokazywać swoje atuty :) Ale najważniejsze - trzeba je w sobie znaleźć. Uwierzcie, każda z nas posiada to coś. Nie potrzeba nam chirurga plastycznego, tylko wiary w swoje piękno.

Dla mnie ta cała kosmetyka czy masaż to po prostu taki fajny dodatek do życia. Wiecie, na zasadzie - nie mam dziś humoru, to zrobię sobie krem. Na wieczorne wyciszenie - użyję ulubionego olejku. Bez oczekiwań, że zdziała cuda. Bardziej traktuję to jako formę zdrowej, osobistej terapii na leczoną, zresztą nieskutecznie przez wielu terapeutów, moją osobistą depresję.

Muszę Wam się pochwalić - dziś zrobiłam użytek ze starej pościeli, którą dostała w spadku po cioci Geni (o czym pisałam Wam jakiś czas temu). Pamiętacie, jak zastanawiałam się, jak mogę wykorzystać te dary? Najpierw z ręczników robiłam dywanik do łazienki, a teraz z prześcieradeł - stemple do masażu. Nie mam pojęcia czemu tak się nazywają, przecież to są takie sakiewki wypełnione np. ziołami. Zrobienie ich jest bardzo proste -wystarczy wyciąć kwadraty z materiału, na środek wysypać ulubione zioła i zawiązać. Ot, cała filozofia. W pracy kosmetologa używaliśmy ich w zabiegach pielęgnacyjnych na całe ciało, a ja zastosuję je do automasażu twarzy. Może Wam kiedyś pokaże jak to się robi. Jeśli chcecie, oczywiście. 



Uciekam zaraz na spacer zrobić jakieś zdjęcia. To jest obecnie moje ulubione zajęcie. Ostatnio zaczęłam obrabiać zdjęcia w zapomnianej zupełnie przeze mnie aplikacji VSCO. Przypomniała mi o niej moja bratowa, bo czytała o tym narzędziu w książce Kasi Tusk. Kiedyś tylko w tej aplikacji przerabiałam zdjęcia i cieszę się, że znów do niej wróciłam. 
Widzicie, taka mała rzecz, a ile radości!

Magda

PS
Co do sprzedaży, mam taką małą refleksję na ten temat. Moja eksteściowa zasypała mnie na święta prezentami z ekomarketu. Żaden z tych produktów nie ma opisu jak go stosować, po co to i na co. Nawet nie wiem czy kobieta sprzedająca to wiedziała. I tak mnie to zastanowiło - dobra sprzedaż to sztuka umiejętnego posługiwania się kłamstwem i manipulacja? Czy może trzeba spojrzeć na to inaczej - sprzedaż nakręca produkcję, ta przedsiębiorcę czy przedsiębiorstwa, a to wzbogaca nasz kraj. Tylko co dalej z tymi pieniędzmi się dzieje? Gdzie one potem idą? Podejrzewam, że na to pytanie nawet Wszechmocny by nie odpowiedział. Dwa lata temu, jak byłam jeszcze w fundacji, organizowałam z moją dyrektorką zbiórkę. Sprzedawałyśmy wyprodukowany specjalnie na ten cel kalendarz i zbierałyśmy symboliczną cegiełkę za każdy kupiony egzemplarz. Dziś tak się zastanawiam, w sumie nigdy o to nie pytałam, co dalej z tymi cegiełkami? Bo nie wiem na co poszły te pieniądze. Bardzo chcę wierzyć, że na pacjentów, a nie na „prezesów”. Ot takie tam moje przemyślenia i nadzieje :)


Poniżej zdjęcie z wystawy w Zamku Królewskim w Poznaniu. Portrety Franza Kafki.


1 komentarz:

  1. Chirurg chirurg...już ja, to wiem:D
    I, że ściemniają na blogach, portalach...Kasa się liczy...
    Wierzę juz tylko kilku dziewczynom...
    Ale wszystko jest dla ludzi, więc jak któraś ma ochotę na poprawki, to nie mam nic przeciwko:D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze