Jak futro - to tylko do przytulania!

Uwielbiam spędzać weekendy poza miastem. Najczęściej są to wyjazdy do lasu do jednej rodziny lub na wieś, do drugiej. Jadąc na wieś bardzo lubię zatrzymać się, chociaż na chwilę, w miejscowości Lubogoszcz, gdzie jesienią czy zimą praktycznie nie ma tam nikogo. Zawsze przystanę nad brzegiem jeziora, spojrzę na spokojną jego taflę, w której odbija się słońce w pogodny dzień czy chmury, kiedy niepogoda. Potem przejdę się na pomost, zrobię kilka oddechów, wchłonę ten spokój i wracam. Jadąc dalej robię kolejny przystanek, by przywitać się z lasem. W drodze powrotnej szukam tu też zachodu słońca. To wszystko sprawia, że mój umysł odpoczywa. Mieszkam w samym centrum dużego miasta, więc różnica w jakości życia jest odczuwalna. Ten hałas, miejski zgiełk - to mnie zabija. Przeczytałam gdzieś niedawno, że na hałas uczuleni są słabi psychicznie ludzie. No i masz ci los ;)!
Do lasu, po spokój,  jeżdzę w inne strony. Może niektórych to zdziwi - odwiedzam rodzinę mojego byłego męża, z którą nadal jestem w przyjacielskich stosunkach. I nigdy nie przestałam ich traktować inaczej - są cały czas moją rodziną. Wiecie, że dla mnie najważniejsze są fajne relacje pomiędzy ludźmi. Dlatego z przyjemnością odwiedzam jego rodzinne strony, by odwiedzić bliskich i złapać trochę oddechu. Tutaj jest inaczej, niż na wyżej opisanej wsi, ale równie pięknie. Są to rejony Puszczy Zielonki. Jezioro Kowalskie i najpiękniejsza skarpa na świecie (odkąd poznałam byłego męża skarpa nad tym jeziorem jest dla mnie najbardziej uroczym zakątkiem świata), czarodziejska wyspa i wiele spokojnych ciekawych miejsc, które są moją odskocznią od miasta. Te tereny są mało zaludnione, jedynie latem trochę się tu robi ciaśniej. Ciekawe - czy jakbym mieszkała w lesie, czy też bym tak doceniała tę ciszę i spokój?

Wracając do tej rodziny - od lat opiekuje się ona bezdomnymi kotami, bo zawsze przecież w okolicy jakaś kotka urodzi. Czasami uda im się ją złapać i wtedy oswajają ją, zawożą do weterynarza, etc. Ostatnio mieli szczęście i schwytali kilka małych kociaków. Niestety, jeden z nich zmarł u weterynarza (pokazywałam go kiedyś na Instastories), dwa są dzikie, ale ten ostatni jest bardzo towarzyski. I jest piękny! Pikuś, bo tak ma na imię, zdobył prawie 400 lajków w grupie Koty. Wpadajcie do tej grupy, bo tam jest pełno takich Pikusiów:) Mieliśmy mu szukać domu, ale ostatecznie został z nami. 


Oprócz tej gromady są jeszcze dwa pieski, które także mają swoją historię. Suczkę Pepsi ktoś porzucił w lesie, a Misia przywieziono ze schroniska po to, żeby Pepsi było raźniej. Ponadto jest jeszcze kilka kotów - oczywiście są to same znajdy. Wszystkie te zwierzęta są kastrowane i sterylizowane. Piszę o tym, bo ostatnio poszło trochę niefajnych komentarzy w grupie, że pewnie nie robimy takich czynności. Więc jeszcze raz wyjaśniam. Zwierzaki są pod stałą opieką weterynaryjną, mają ciepły dom, dużo miłości i jedzenia. I czy coś im więcej trzeba? 
Z pewnością tej rodzinie, która wzięła tyle biednych istot pod swój dach, przyda się pomoc. Cały czas zastanawiam się w jaki sposób i ja mogę ją odciążyć, bo tam jest tych kotów znacznie więcej. Ciekawa jest historia jednego z nich, który już wprawdzie nie żyje, ale dożył starości w dobrych warunkach. Został on przywieziony z Chorwacji. Wracając do domu z wakacji spotkali małego kociaka, którego ktoś oblał jakimiś specyfikami. Wyglądał tragicznie, a rodzina ta nie mogła przejść koło niego obojętnie i zabrali go ze sobą, do Polski. Był bardzo schorowany, praktycznie był stałym pacjentem kliniki weterynaryjnej, ale żył długo jako piękny i dostojny leniwiec kanapowy. Obecnie w domu jest około piętnastu kociaków i dwa psiaki. 
Lubię ten dom. Rano jak idę zrobić kawę to te wszystkie zwierzaki stoją już na straży i czekają na jedzenie, a latem błąkają się po ogrodzie. 

Bardzo kocham zwierzęta, bo kochają bezwarunkowo, są antydepresantami, kaloryferami i wszystkim tym, co uosabia spokój, harmonię, ciepło. Jak byłam dzieckiem miałam chomika Tuptusia i psiaka Rambo, którego dostałam od koleżanki mieszkającej wówczas na wsi. Niedawno na moim fb wrzuciłam post na temat zakazu handlu futer, który pierwotnie opublikowało Elle. Zdecydowanie popieram. Chciałabym jednak zrobić coś więcej zrobić dla zwierzaków, niż tylko pisać o tym, że chcę im pomóc. 


A jak jest u Was? Macie swoje zwierzaki?  A pomagacie innym? Jak pomagacie zwierzętom? Jestem bardzo ciekawa Waszych wypowiedzi. 

Magda

2 komentarze:

  1. Kiedyś mieliśmy dwa husky. Strasznie za nimi tęsknimy. Jak będziemy mieć większe mieszkanko to może postaramy się o jakiegoś fajnego kotka ze schroniska. Moja ciocia przygarnęła dwa. Super sa. Szanuje ludzi którzy kochają zwierzęta pomagają im ratują a takich co je krzywdzą to... Wole nie mówić na glos co bym zrobiła.

    Moim ukochanym miejscem są góry. Te mniejsze niskie partie, uwielbiam tam wracać, nasycać się spokojem. Na szczęście mamy dość blisko w góry. Pozdrawiam serdecznie 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Husky wow piękne psy. Nie wiem co ludźmi kieruje, że tak postępują, przecież to bezbronne istoty. To nie ludzie.
      Góry piękne. My najbliżej mamy do Karpacza i staramy się zawsze co roku wyjeżdżać. Najlepiej wspominam Bieszczady i spanie pod namiotem jakieś cztery lata temu.
      Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze