Przejdź do głównej zawartości

Bieszczady i Pieniny- moja wyprawa.

Nigdy nie chodziłam po górach. Kilka lat temu  pokonałam  Kasprowy Wierch i raz spacer do Morskiego Oka. Za dziecka tylko morze i jeziora. Bieszczady chodziły za mną od jakiegoś dłuższego czasu wiedziałam tylko, że są piękne. Brat polecił mi miejscowość Cisna. Znalazłam w szafie jakąś starą mapę Bieszczad kilka map Polski i jakiś stary przewodnik po Polsce. Wyjechaliśmy o szóstej rano. Około 18 byliśmy w Solinie. Tam zjedliśmy dobry obiad. Tłum turystów w Solinie mnie po prostu zabił tak wyglądają Bieszczady? Wiecie.. wyobraziłam sobie po prostu same góry i mało ludzi. Na miejscu byliśmy koło 20 ale nie dojechaliśmy do Cisnej  zatrzymaliśmy się na polu namiotowym w Bukowcu nad samą rzeką. Za pole namiotowe zapłaciliśmy 35zł za dobę plus 5 zł za ciepłą wodę.  Rano wypiliśmy kawę nad samą rzeką Solinką pusto cicho i pięknie  a o 17 jakoś byliśmy  na Smerku. Byliśmy sami na szlaku. Przepięknie. Kilka razy widzieliśmy schodzących już tylko turystów. Przy samym zejściu spotkał nas deszcz a po godzinie przyszła już wielka burza. Namiot prawie utonął. Na następny dzień plany były dwa, albo jedziemy dalej w Bieszczady w kierunku Ustrzyków Górnych, albo jedziemy zwiedzić Pieniny. Wybraliśmy to drugie. Na miejscu byliśmy koło 20, zatrzymaliśmy się w Krościenku nad Dunajcem. Znam tę miejscowość, ponieważ byłam tam w wieku szkolnym i postanowiłam zobaczyć ją raz jeszcze. Uwaga dla kierowców, droga z Piwnicznej Zdrój przez Szczawnicę do Krościenka jest zamknięta. Miałam starą mapę:).  W Krościenku tłumy ale to przez długi weekend  bo jak wyjeżdżaliśmy to już było prawie pusto. Za pole namiotowe zapłaciliśmy 17 zł rozbiliśmy namiot nad samym Dunajcem. Na następny dzień kawa nad rzeką i wejście na Trzy Korony. Wybraliśmy szlak, który prowadzi przez ruiny zamku. Droga przez las dała nam niesamowite przeżycia i podkręciła wyobraźnię. Widoki z Trzech Koron niesamowite. Na następny dzień powrót, wracając zatrzymaliśmy się dosłownie na godzinę w Krakowie. 
To były naprawdę mega dobre wakacje. W Bieszczady na pewno wrócę. Dziś jeszcze nie mogę ochłonąć. Jesienią na 100 % wybiorę się jeszcze raz w góry, może tu bliżej gdzieś, Szklarska czy Karpacz. Jeszcze nie wiem, ale na pewno będzie to jesień.

Zapora w Solinie


Nasza miejscówka


Na szlaku 

A to już piękny Smerek




 Pieniński Park Narodowy


Widok z Trzech Koron


Na koniec pojawiła się piękna mgła. Widok z namiotu. 

Kawałek Krakowa


Komentarze

  1. Całe wieki nie spałam w namiocie.
    W Pieninach nie byłam, trzeba to zmienić. Fajnie tak mobilnie zwiedzać Polskę. Raz tu, raz gdzieś indziej. Podoba mi się Twoja wycieczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Namiot jest super tylko ten nasz troche przemakal ;) Moze trzeba kupic lepszy. Dzięki 👌🏻

      Usuń
  2. Jak cudownie! Bije takie spokój… :) :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam góry. Może dlatego, że mieszkałam całe życie nad morzem góry są dla magiczne. Mają moc, energię i spokój.Piękne zdjęcia. Mam nadzieję, że naładowałaś akumulatory.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sam bym się chętnie wybrał, klimatyczne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam w Bieszczadach 6 lat temu,było super...ale jakoś nie na tyle by tam szybko wracać.W tatrach jestem na okrągło.Może kwestia tez tego,że to dość daleko...
    Piękne zdjęcia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobało mi sie w Bieszczadach to, że mało ludzi na szlakach. Tatry jeszcze przede mną. Dziękuję

      Usuń
  6. Trzeba przyznać, że uroku im nie brak... Pięknie pokazałaś wszystko na zdjęciach:))
    Mąż mnie tam wciąż ciągnie... Może kiedys się skuszę:D

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszystkie komentarze

Popularne posty z tego bloga

Porządki w szafie, czyli 5 zasad modowych szczęśliwej kobiety!

Nie wiem czy zauważyliście, ale przeszłam stopniową metamorfozę. Jeszcze dwa lata temu wystarczyły mi czarne dżinsy, t-shirt i potargane, krótkie włosy. Dziś jest inaczej. Jak zmienia się image to znaczy, że zmienia się wszystko. I odwrotnie - chcemy poprawić nasz wygląd, by dokonać życiowej rewolucji. Podobnie z włosami. Jak kobieta pragnie nowej fryzury - to znaczy, że coś się dzieje w jej życiu. Też tak kiedyś miałam, ale ostatnio cierpliwie czekam, aż powróci mój naturalny kolor. Dlatego jeśli coś zmieniam - to w swojej szafie.
Nasze przyzwyczajenia, jakiekolwiek, jeżeli nagle zastąpimy czymś nowym, to będą wzbudzać zdziwienie u innych. Najgorzej jednak jak ktoś się zamknie w swoich schematach i nie jest w stanie z nich wyjść, bo ludzie, bo presja, bo ktoś oceni, bo coś tam jeszcze innego… zupełnie niepotrzebnie. Jeśli czujemy, że coś idzie w złym kierunku - zawróćmy. Chyba, że ktoś nie czuje potrzeby zmian. Wtedy to inna sprawa.

A ja uwielbiam się zmieniać! Ostatnio w mojej gardero…

Nie - zwykła pokrzywa i jej lecznicza moc.

Epidemia koronowirusa doprowadziła do tego, że w ciągu jednego dnia straciłam pracę i tym samym   wylądowałam na wsi. Jedyny plus tej całej sytuacji. Dzięki temu, że mam teraz  więcej czasu i  codzienne uprawiam  spacery zaczęłam znów zaprzyjaźniać się z lasem, znów zaczęłam być bliżej natury. Wszystko zaczęło się od porannego treningu z nordic walking kiedy podczas medytacji nad jeziorem natrafiłam na piękny żółty chwast, który później okazał się podbiałem. W południe piłam już z niego pyszny napar a następnego dnia poszłam na wyprawę w poszukiwaniu pokrzywy. Pamiętam jak kilka lat temu na wielkiej łące w środku lasu nazbierałyśmy z teściową  pełne koszyki, ale jakoś wtedy nie czułam jej aż tak energetycznie jak teraz. Musiałam przejść jakiś proces:) Nazbierałam jej pełen koszyk, zrobiłam z niej nalewkę, której efekty będą za miesiąc, sok, syrop, koktajle i susz.  Jak macie możliwości to biegnijcie i zbierajcie, bo teraz jest najlepsza. 
KILKA SŁÓW O POKRZYWIE
Pokrzywa to roślina lubią…

Holistyczne pomysły na prezenty świąteczne oraz krótkie rozważania na temat Świąt.

Moje rodzinne święta miały od lat ten sam schemat. Na stole królowała tradycja, 12 potraw, a sam stół zawsze był idealnie dopracowany. Nie było zwyczaju śpiewania kolęd. Kolacja rozpoczynała się wraz z zapaleniem pierwszej gwiazdy i ani minuty później. Po dwóch godzinach było już idealnie wysprzątane, jak u perfekcyjnej pani domu. Tradycyjna była też choinka, od kilkunastu lat taka sama i nigdy prawdziwa. W święta zawsze odwiedzałam też dom rodzinny, bo uważałam, że ta tradycja jest dla mnie najważniejsza. Rodzina to jedna z moich największych wartości.  Aktualne święta będą u mnie inne niż zawsze. Zamiast zielonego drzewka będzie eco choinka, czyli uzbierane gałęzie z lasu, na których zawisną dekoracje własnej produkcji. 




Potrawy także zmodyfikuję, nie będą do końca tradycyjne, raczej planuję własną inwencję twórczą. Uwielbiam kuchnię indyjską, więc na pewno jej nie zabraknie na moim świątecznym stole. Mam bowiem nadrzędny plan. Chcę, by te święta były nastawione na doświadczanie chwil…