Nareszcie szczęśliwy, czyli co mi przyniósł 2018 rok.

Obiecałam Wam, że przygotuję podsumowanie 2018 i robię to z ogromną radością dlatego, że ten rok był naprawdę bardzo dobry. 

Pierwsze podsumowanie pojawiło się jako post na moim fanpage’u już około miesiąc temu, pod wpływem chwili. Dlatego powstało spontanicznie, że po wielu latach nareszcie mogę cieszyć się miłymi wspomnieniami na myśl o mijających miesiącach. Bo do tej pory tak nie było. 

Poprzedni, 2017 rok, nie był najlepszy, wcześniejsze lata również. Śmierć mamy, o której pisałam Wam wielokrotnie, spowodowała u mnie depresję. Rozwód, który doprowadził mnie i całe moje życie do totalnej rozsypki. Ale dość. Nie będę już pisać o smutnych rzeczach i wracać do tego co było. Skupię się na samych pozytywach. Nareszcie. 

Wracając do roku 2018 oświadczam, że był fantastyczny! Dlaczego? Zapraszam do lektury.

Slowlife i życie w zgodzie z naturą i sobą

Poprzedni rok dał nam wiele pięknych słonecznych dni. Jak podpisywałam umowę na mój domek na wsi, bodajże w marcu, to nie przypuszczałam, że pod koniec maja będę już dostarczać sobie cudownych promieni słonecznych, a witać mnie będą fantastyczne wschody słońca. Uwierzcie mi, że to była jedna z najfajniejszych decyzji w moim życiu. Naprawdę warto czasami ponieść się spontanicznym decyzjom. Nawet jeśli te pomysły nie do końca są przemyślane. Nawet wbrew opiniom innych ludzi, którzy uważają, że są bezsensu. Nigdy nic nie jest bez sensu, jeśli daje ci to szczęście. 


Obraz poranków wypełnionych zapachem natury, spokój jeziora i wiele innych cudów natury zostały ze mną do dzisiaj i są lekarstwem na smutki. Wolę przywoływać wspomnieniami piękne obrazy natury, niż skupiać się na marudzeniu i negatywach. Mogę śmiało stwierdzić, że wyssałam z tego lata dużo pięknej energii, którą karmię siebie i innych. Nie robiłam tam nic tylko odpoczywałam i się relaksowałam. Wszystko bez pośpiechu, bez planu, pełne doświadczanie „tu i teraz”. Po prostu slow life w czystej postaci. 


Wszystkie te smutne sytuacje są po coś. Nasze życie jest jak sinusoida - raz jest gorzej, raz lepiej. I trzeba to zaakceptować. Jak już Ci się wydaje, że jest coraz gorzej i nic dobrego nie może Cię spotkać - to nagle wszystko pięknieje. I każdy tak ma w swoim życiu, w większym lub mniejszym stopniu. 

Kiedy w 2017 pozamykałam wszystkie projekty, to straciłam chęć do życia, do tworzenia, działania. Pogrążałam się w smutku. A na dodatek lekarz stwierdził depresję. I pomyślałam sobie wtedy: „rany boskie! Jak ja skończę?”. W takich sytuacjach okazuje się, że najbliższa osoba jest największym wsparciem. 


Stopniowo zaczęłam powracać do zajęć. Od maja 2018 roku zaczęłam intensywnie pracować. Wdrożyłam do swojej pracy codzienną praktykę medytacji. Poznałam Anię Sokołek, która pokazała mi czym jest prawdziwa tantra. Póżniej wzięłam udział w ważnej dla mnie sesji wizerunkowej dla Holistycznych. W sierpniu spędziłam czas na cudownych wakacjach na Wyspie Rab. A we wrześniu powstała strona HOLISTYCZNE. I od tamtej pory cały czas coś się działo i nadal dzieje. I wierzę, że 2019 będzie jeszcze lepszy! 



Rok 2018 mogę uznać rokiem medytacji, uważności, świadomości, poznawania siebie, swojego ciała, swojego ja. Poznałam też mnóstwo ludzi, którzy podążają ścieżką samorozwoju, samorealizacji, poznawania siebie, nie tylko na poziomie ciała, ale też duszy i umysłu. 

Moje najpiękniejsze doświadczenie to to związane z Buddyjskim Ośrodkiem Odosobnieniowym w Kucharach i spotkanie z Lamą Ole Nydahl. Ależ ja czekałam na to wydarzenie, chociaż nie byłam w ogóle zorientowana, co tam będzie się działo. Jedyne co otrzymałam to kilka informacji od buddystów z Poznania z Ośrodka Buddyjskiego Diamentowej Drogi. Jak dojechałam na miejsce zobaczyłam tylko mnóstwo namiotów i tysiące ludzi czekających na Lamę. Niestety, byłam tylko dwa dni, ale ludzie są tam cały tydzień. Słuchają wykładów, medytują a wieczorami celebrują i świętują. Czuć w tym miejscu szczęśliwą atmosferę. 


Bardzo miło wspominam też mój wyjazd z jogą i medytacją. Warsztat nazywał się „Podszepty serca” i od razu, gdy zobaczyłam informacje o nim - poczułam, że chcę tam być. Warsztat organizowany był przez Reginę Szczypior ze Szkoły Jogi, do której od pół roku regularnie uczęszczam, a miejscem warsztatu były Góry Złote. Wyjazd trwał od czwartku do piątku. Medytacje odbywały się codziennie, trzy razy w ciągu dnia, natomiast praktyka jogi dwa razy. Gospodyni domu karmiła nas wegetariańskimi pysznymi posiłkami. Nie było też tam zasięgu, więc tym bardziej mogłam doświadczać tego, co tam się działo. Wieczorami obdarowywałam uczestników moimi holistycznymi masażami :). Oczywiście nie obyło się bez wędrówek górskich i zwiedzania okolicy. Sporo o wyjeździe napisałam w moim poprzednim poście tutaj, więc jeśli kogoś temat zainteresował, to odsyłam po więcej informacji do niego. 




























Na koniec jeszcze kilka zdjęć z pięknej Chorwacji. Bo nie sposób pominąć i tego wydarzenia w moim życiu. Wyspa Rab zachwyciła mnie. Zresztą, każde nowe miejsca zachwycają. Jestem tego zdania, żeby kilka razy w roku zafundować sobie wyjazd. Organizm się regeneruje, ładujemy wówczas energię na kilka miesięcy no i wszelkie wspomnienia, zapamiętane obrazy działają na nas kojąco i uzdrawiająco. KOCHAM WAKACJE!!!









W 2019 weszłam z lekkim niepokojem i moja intuicja jednak mnie nie zawiodła. Niestety, wydarzyło się kilka dziwnych sytuacji, ale w myślach powtarzam sobie cały czas, że to będzie dobry rok :).  I tego też Wam życzę! 


A Wy jak oceniacie swój rok 2018? 

Czym jest medytacja, wizualizacja i prawidłowy oddech?

Photo Pixabay

Wielu moich klientów i klientek pyta mnie jak medytuję. Czy wykonuję do tego specjalną postawę? Czy znajduję odpowiednie miejsce? Czy siedzę wyprostowana czy wyluzowana? 

Zawszę lubię odpowiadać słowami Macieja Wieloboba, nauczyciela medytacji, autora wielu książek o medytacji i uważności:

„Nie ma idealnej medytacji. Medytacja ma być sztuką obecności: obecności w aktualnym, nie wyobrażonym doświadczeniu. Dlatego też uwolnij się od presji, że medytacja lub warunki do niej były idealne. Po prostu codziennie medytuj”. 

Kiedy tak odpowiadam widzę uśmiech na ustach i słyszę słowa, „to prawda”. Jednak wiem, że po chwili i tak pojawiają się wątpliwości i znowu po jakimś czasie słyszę „to jak medytować?”. 

Dlaczego tak się dzieje? Bo dla osób, które w ogóle nie praktykują, definicja Macieja może wcale nie być taka oczywista. 

Czym jest medytacja?

Czym jest medytacja? Definicji jest tyle, ile osób, które ją praktykują :) Są też tacy, którzy wiedzą, że jest coś takiego jak medytacja, ale do końca nie potrafią określić, czym ona faktycznie jest. 

Według Wikipedii medytacja (łac. meditatio oznacza zagłębianie się w myślach, rozważanie, namysł) to praktyki polegające na ćwiczeniu umysłu lub wprowadzaniu się w odmienny stan świadomości dla uzyskania jakiegoś dobroczynnego skutku. Techniki medytacyjne różnią się od siebie. Są praktyki wschodnie, chrześcijańskie, a ostatnio też medytacja stosowana jest również w psychoterapii. 

W swojej pracy z klientem od bardzo dłuższego czasu stosuję codziennie dwa rodzaje medytacji. Wizualizację i medytację oddechu. 

Jak wyglądały moje początki z medytacją

Tak naprawdę to nie pamiętam momentu, w którym zaczęłam medytować. Prawdopodobnie było to w ośrodku jogi, podczas medytowania z mantrą. Potem czytałam dużo o medytacji. I tyle. Początki były bardzo nieudane. Temat mnie interesował, ale nie do końca potrafiłam się w nim odnaleźć. Miałam poczucie, że coś robię nie tak. I tak jak do końca nie wiedziałam czym jest praktyka medytacji, to wiedziałam, że dzięki niej odnajdę harmonię. Po prostu to wiedziałam. Dlatego się nie poddałam i szukałam dalej. 

W pewnym momencie trafiłam na warsztaty pranajamy. Byłam wtedy kompletnie zielona. Maciej opowiadał o rzeczach, o których nie miałam bladego pojęcia, ale jak tylko przeszliśmy do części praktycznej, całkowicie oddałam się uważności oddechu i poczułam to. 

Nie wiem czy to za sprawą prowadzącego czy zbiegło się to akurat z trudnym momentem w moim w życiu. Od tego momentu mój oddech stał się bardziej świadomy, a samą praktykę wprowadziłam do mojej codziennej pracy. 

Im bardziej zagłębiałam się w medytację, tym bardziej stawałam się świadoma swojego ciała, swoich myśli; stałam się spokojniejsza, nabrałam dystansu do wielu spraw. Uleczyłam duszę - to wiem na pewno. 

Wizualizacja przyszła do mnie sama.

Co to jest wizualizacja i jak mi pomogła?

Jakby ktoś kiedyś mi powiedział, że mam sobie tworzyć w głowie wizualizacje, bo to pomaga w samouzdrawianiu lub ulepszaniu naszego życia, to bym nie uwierzyła. Zresztą, przez długi czas miałam do tego sceptyczne podejście. Jednak odkąd stosuję wizualizacje u siebie w pracy i widzę jak bardzo pomaga to innym ludziom, zaczęłam się temu procesowi bliżej przyglądać. 

Pierwsze moje doświadczenia z wizualizacjami to słuchanie różnych filmów na YouTube’ie. Później była książka „Sekret Szczęścia”. Zaczęłam zauważać zmiany i to stało się moim motywatorem. Wizualizacja pomaga mi w trudnych chwilach, kiedy mogę spojrzeć na świat w innych kolorowych barwach, aniżeli tylko czarnych. Wystarczy przeprogramować nasz umysł. Tak! Dobrze widzisz. Przeprogramować :).  

Wizualizacja to po prostu wyobrażenie sobie czegoś w taki sposób, by przyniosło pożądany przez nas efekt. Możemy sobie wyobrazić wszystko - pełnię zdrowia, upragnione miejsce, postać. Naszym zadaniem jest zobaczyć okiem wyobraźni jak najwyraźniej pożądany obiekt tak, aby wydawał się rzeczywistym, aby nasza podświadomość w niego uwierzyła. 

Wizualizacja to nie tylko obrazy, to również dźwięki, zapachy. Im bardziej rzeczywisty obraz tym lepiej, ponieważ podświadomość odbiera go jako prawdziwy. Im więcej takich doświadczeń, tym nasze życie staje bardziej szczęśliwsze i piękniejsze. 

Jakiś czas temu byłam na wyjeździe z jogą i medytacją. Każdego dnia zaczynaliśmy dzień medytacją i tak samo medytacją go kończyliśmy. Były to ćwiczenia głównie opierające się na wizualizacjach. I tak jak przez trzy dni nie mogłam wyobrazić sobie nic, tak w przedostatni dzień stworzyłam sobie obraz tak rzeczywisty i piękny, że czułam jak ogarnia mnie fala szczęścia i miłości. Wyobraziłam sobie szczęśliwy związek moich rodziców. W nocy miałam powtórkę w snach :). To było naprawdę przepiękne doświadczenie. 

Tu nie chodzi o to, żeby wszystkim naokoło mówić jaki świat jest piękny i jak wszyscy są wspaniali, uśmiechać się od ucha do ucha, krzyczeć ze szczęścia. Chodzi o to, żeby sobie wyobrażać, że świat jest miejscem bezpiecznym, dobrym i pełnym miłości. Im więcej będziemy wizualizować, tym więcej będzie pozytywnych obrazów. 

Medytacja oddechu - uważność na oddech (czyli nie myśl źle, skup się na oddechu)

Medytacja oddechu jest dla mnie najlepszą formą medytacji, przy której umysł najbardziej się relaksuje. Dlaczego? Ponieważ zamiast obserwacji natłoku myśli, skupiamy uwagę tylko na oddychaniu. Można wówczas absolutnie odpuścić kontrolę nad rzeczywistością i faktycznie odpocząć. 

Z medytacją oddechu spotkałam się pierwszy raz na warsztatach z pranajamy, a póżniej korzystałam również z książek Jana Młotkowskiego „Lecz się sam”.  


Ćwiczenia, które relaksują
Poznajcie dwa ćwiczenia oddechowe. Już po kilku oddechach poczujecie głęboki relaks i odprężenie. 

Ważna w tych ćwiczeniach jest postawa. Klatka piersiowa, kręgosłup szyjny i głowa muszą znajdować się w jednej linii pionowej. Najlepsza postawa do tych ćwiczeń to jest Padmasana lub Sidhasana, można również ćwiczyć siedząc prosto na krześle. 

Ćwiczenie 1 - oddech Ujjayi

Krok 1. Wciągnij powietrze przez nos, lekko ściśnij tył gardła, tak aby w czasie wdychania wydawać syczący głos.
Krok 2. Wydychaj powietrze przez usta, wydając z siebie szepczący dźwięk „ha”.
Krok 3. Przy następnym oddechu zamknij usta i utrzymuj niewielki skurcz gardła. Kiedy będziesz wciągać powietrze przez nos i wydychać je przez nos, robisz to samo. 
Powtórz ćwiczenie kilka razy. 

Oddech Ujjayi najczęściej wykorzystuję podczas ćwiczeń jogi ,a także podczas pracy wykonując chociażby masaże, ale też wykonuję ten oddech podczas ruchu. 

Ćwiczenie 2 - pranajama w Sawasanie

Ćwiczenie to daje niesamowitą ulgę, bardzo rozluźnia, umysł i ciało odpoczywają. 

Wykonujemy je leżąc na plecach. Ręce układamy na podłodze po obu stronach tułowia, nogi wyprostowane. Pięty powinny się stykać, ale palce mogą być od siebie trochę oddalone. 

Rozluźnij mięśnie, niech całe Twoje ciało stanie się wiotkie. Powoli wciągaj powietrze przez nos. Następnie wstrzymaj oddech tak długo, jak tylko możesz wykonać to swobodnie. Potem zrób powolny wydech. Powtórz ten proces 12 razy. Ćwiczenie to najlepiej wykonywać rano i wieczorem.

Wiecie co jest dla mnie najlepszą nagrodą w mojej pracy? Jak spotykam kogoś po czasie i ta osoba mówi do mnie „Magda jak Ty się zmieniłaś! Ile Ty masz spokoju w sobie! Naucz mnie tego!”. Dlatego chętnie dzielę się tym co sprawiło, że dziś jestem już zupełnie inną Magdą niż tą, którą byłam jeszcze rok temu. 

Jeśli i Ty szukasz szczęścia zrób to co ja - poszukaj go w sobie. Zacznij medytować, ćwicz oddech, wizualizuj szczęście. Uwierz, że pomaga. I mówi Ci to osoba, która kiedyś nie wierzyła, że cokolwiek może jej pomóc. 



Porządki w szafie, czyli 5 zasad modowych szczęśliwej kobiety!

Nie wiem czy zauważyliście, ale przeszłam stopniową metamorfozę. Jeszcze dwa lata temu wystarczyły mi czarne dżinsy, t-shirt i potargane, krótkie włosy. Dziś jest inaczej. Jak zmienia się image to znaczy, że zmienia się wszystko. I odwrotnie - chcemy poprawić nasz wygląd, by dokonać życiowej rewolucji. Podobnie z włosami. Jak kobieta pragnie nowej fryzury - to znaczy, że coś się dzieje w jej życiu. Też tak kiedyś miałam, ale ostatnio cierpliwie czekam, aż powróci mój naturalny kolor. Dlatego jeśli coś zmieniam - to w swojej szafie.

Nasze przyzwyczajenia, jakiekolwiek, jeżeli nagle zastąpimy czymś nowym, to będą wzbudzać zdziwienie u innych. Najgorzej jednak jak ktoś się zamknie w swoich schematach i nie jest w stanie z nich wyjść, bo ludzie, bo presja, bo ktoś oceni, bo coś tam jeszcze innego… zupełnie niepotrzebnie. Jeśli czujemy, że coś idzie w złym kierunku - zawróćmy. Chyba, że ktoś nie czuje potrzeby zmian. Wtedy to inna sprawa.

A ja uwielbiam się zmieniać! Ostatnio w mojej garderobie pojawiło się sporo kobiecych ubrań. Dlaczego? Bo właśnie tak się czuję i bardzo mi z tym dobrze. Niedawno zobaczyłam zdziwienie na twarzy u pewnej osoby, która zajrzała do mojej szafy i z niedowierzaniem powiedziała do mnie: „Magda! Ile ty masz sukienek. Jak nigdy!”. Tak, jestem zakochana teraz w sukienkach. 

Z moją modą jest tak, że jak czuję, że czegoś mam w nadmiarze, coś zaczyna mnie nudzić, irytować - to wtedy zaczynam działać. Wprowadzam nowe kolory, fasony, bawię się stylem. Po prostu wdrażam projekt - „nowa ja”. To właśnie zmiana daje mi motywację do działania na innych polach. Ale jedno pozostaje niezmienne - moje zasady związane z szafą. Dlatego chętnie się nimi z Wami podzielę.


Poznajcie moich 5 złotych zasad modowych!


  1. Pozbądź się rzeczy, które zalegają Ci w szafie

Uwielbiam harmonię, nawet w szafie. To mnie uspokaja :). Zawsze uwielbiałam widok uporządkowanych ubrań mojej mamy, bo ona nawet kolorami miała wszystko poukładane. Dlatego wyznaję zasadę, by opróżnić szafę z niepotrzebnych rzeczy. Psują Ci nie tylko humor, ale też wprowadzają nieład i dysharmonię. Życie jest skomplikowane, po co mamy sobie jeszcze szafę komplikować ;). Niech będą w niej takie ubrania, które chętnie nosisz, które są ładne, schludne i w których dobrze się czujesz. 

Czasami mamy rzeczy, z którymi mamy złe wspomnienia albo takie, które już są po prostu stare. Zawsze można je przerobić i nadać tej rzeczy nową formę, jeśli tylko macie chęci i umiejętności. U mnie niestety i z jednym, i z drugim ciężko. Wolę przekazać rzeczy, w których nie chodzę, innym, np. oddaję je do kontenerów, albo do giveboxów. Ja jestem szczęśliwa i liczę, że ktoś, do kogo moje ubrania trafią, także będzie zadowolony. 





      2. Jakość, a nie ilość

Zdecydowanie jestem za jakością. Wolę dobre gatunkowo rzeczy z lumpeksu, niż bazarkową szmatkę. Dlaczego? Przede wszystkim dobrej jakości rzecz posłuży nam przez lata. Co więcej - dobra tkanina lepiej układa się na sylwetce i w rezultacie w doskonałej jakości rzeczy po prostu czujesz i wyglądasz lepiej! I nie wspierasz fabryk, gdzie źle traktują ludzi! Dlatego od dawna staram się omijać sieciówki. Wolę odłożyć i kupić coś z polskiego sklepu, niż wspierać działania, których nie popieram. 

      3.  Dress code, czyli modowe ponadczasowe zasady

Uwielbiam dress code w modzie i od lat stosuję go w życiu codziennym. Przestrzeganie pewnych zasad nie podlega u mnie żadnej dyskusji. Jeśli ktoś ma ochotę iść na premierę filmu czy do teatru w trampkach lub chce robić zakupy spożywcze u kobiety z długimi paznokciami i brudnymi włosami to jest to jego sprawa. Na szczęście żyjemy w czasach, że nic nie musimy i mamy wybór. Uwielbiam dostosować strój do okoliczności, ponieważ wtedy czuję się dobrze. 

      4.  Skorzystaj z pomocy profesjonalisty!

Jeśli masz problem, żeby zmienić swoją garderobę, zawsze możesz skorzystać z usług profesjonalisty! Coach wizerunkowy pomoże Ci uwierzyć w siebie, pokona z Tobą wszelkie bariery, a stylista pomoże w doborze ubrań. Na świecie wszyscy ludzie korzystają z takich usług - to nic złego. Wręcz przeciwnie! Wszystko co robimy dla siebie, dla swojego lepszego samopoczucia zasługuje na pochwałę. 

      5.  Inspiruj się!

Czytaj, oglądaj, inspiruj się! Jest mnóstwo blogów, blogerek, czasopism modowych, programów poświęconych ubraniom, filmów z milionem inspiracji! Wprowadzaj je do swojego życia. I pamiętaj - to nie musi być cała stylizacja żywcem ściągnięta z blogerki, ale może jakiś element, coś co Cię zachwyci i zmobilizuje do zmiany. Zacznij od apaszki, czerwonej szminki czy butów. Od czegoś małego. A zobaczysz, że to działa!

Pamiętajcie - zmian zaczyna się w nas samych, a zmiana daje szerszą perspektywę otwiera nowe możliwości  podnosi Waszą wartość buduje i dodaje siły. 


Trzymajcie się!